|
|
czwartek, 17 maja 2012
Widmo
Jestem widmem, po północy przemierzam niebezpieczne ulice Katowic, a księżyc wznosi się nad osiemnastościennymi bryłami Gwiazd. One świecą białym, zdematerializowanym blaskiem, emanują wewnętrznym pięknem, które w dzień przykryte jest warstwą mdłej, pastelowej farby. Pochłaniam fotony, jestem ciemna jak noc, jestem antymaterią, czarną dziurą, niczym, wybrzuszeniem w rzeczywistości, zmarszczką powietrza, halucynacją.
Przerażam byciem niewinną dziewczynką, niespotykanie pewną siebie wobec tego porażającego antymiasta i złego czasu. Zdumiewam byciem młodocianym pedałem, nazbyt wyzywającym i pięknym jak na te parszywe ulice. Jestem niemożliwym, nieprawdopodobnym, niedotykalnym.
Zanim ktokolwiek zdąży mi się przyjrzeć i zdecydować, czy lepiej mnie zaczepić i zaproponować mi płatną miłość, czy może raczej pobić i okraść, znikam za rogiem jak sen jaki złoty, a z moich skrzydełek osypuje się pył.
Przyszłam pod okna jak wygłodniała zmora. Światło jest wygaszone i mieszkanie puste, lecz czuję zapach. Nie martw się, skoro już wiem gdzie mieszkasz, nie omieszkam nawiedzać Cię i nękać. Spragniona jestem ciepła i dotyku. Daj mi nakarmić się Twoimi ustami, Twoją spermą, Twoją cielesnością. Być może masz i dla mnie trochę miłości, lecz ją zostawię sobie na później. Bardzo lubię podroby - serca i mózgi. Jestem zombiakiem. Zjadam i odchodzę, aby móc jeść dalej.
sobota, 05 maja 2012
Błękitoność
W Katowicach ptaki sypiają pod archikatedrą i prędzej się budzą niż tramwaje i samochody. Rozkwita za oknem pstry szczebiot pierwiosnka, niebo się niebieszczy, wszystko takie wesolutkie, zdaje się rozgrzeszać mnie z tego, że leżę zaplątana w nagie ciało chłopca. Taki niewinny jest, gdy śpi, jego gęste włosy wiją się łagodnie, zamknięte powieki drgają lekko. Takie to do niego niepodobne. Zazwyczaj w kąciku ust czai się drwiący uśmieszek, oczy błyskają złośliwie zza okrągłych oprawek.
Jeszcze na lekkim rauszu, siedząc na krawędzi łóżka, zaczynam ubierać bieliznę. On obejmuje mnie z tyłu, całuje i stwierdza, że jestem taka drobna, że trzeba uważać, aby mnie nie uszkodzić.
Powinnam już wiedzieć czego chce, ale on jest taki-taki. Jak dają to bierze, jak biją to ucieka. Bezwolny i bezczelny, nieznośny królewicz. Zawsze zostawia na mojej szyi pieczątkę, jakby chciał mnie ostemplować i gdzieś wysłać. Nie na długo. Przesyłka uparcie wraca do nadawcy.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Co ma wspólnego kruk i sekretarzyk?
Och, gotów jestem już wyjść z tego miasta, ręce wytrzeć o
liście, cały ten kurz, tłuszcz miasta
wytrzeć o liście, wyjdź ze mną, zobaczysz.
Znudzimy się i pozabijamy po tygodniu, ale pomyśl o tych
łunach, które pozostawimy za sobą, o tych wszystkich miejscach
i kobietach, mężczyznach
Cały dzień klon jaskrawił się mnóstwem małych, jadowitych listków, o krwi toksycznie zielonej, buzującej w młodym żyłkowaniu. Wiedział, że na niego patrzę, więc bardzo ostrożnie, niepostrzeżenie wręcz przygotowywał się do swojego wegetacyjnego okresu. Teraz nastał wieczór i już nie musi się przejmować moim taksującym spojrzeniem. Antymiasto ma wprawdzie latarnie, lecz nie spełniają one swej zwyczajnej dla miasta funkcji, ich trochę obleśne, trochę pociągające odwłoki świecą o porach bardzo absurdalnych - konkurując ze słońcem albo w czasie gdy nawet nocni maruderzy śpią. Przyciągają tylko nas, ćmy o zwichrowanej duszy, żywiące się ciałem antymiasta, jego głupimi majakami, światłami niewskazującymi drogi.
Znasz pewnie to gęste, czarne powietrze w środku nocy, jakieś takie nieruchawe, jakby spało, zmęczone tym, że all day long ktoś nim oddychał. Cały ten oniryzm, nastrój grozy i niesamowitości, frenezja. Trochę Alicja w Krainie Czarów, trochę narkotyki. Stąpasz cicho w ledwo co wyjętych z dna szafy trampeczkach, a przed tobą, chodnikiem, przez środek osiedla kicają dwa zające, na szczęście bez kamizelek, białych rękawiczek i zegarka. Nie słyszą nic, choć ciągle strzygą swoimi długimi uszami, wtedy klaszczesz w dłonie i jedyne co zdążasz zauważyć to wielki strach podgryzający ich zajęcze odnóża. Baptystyczny pastor, który właśnie wyjechał z plebanii, ostrzega: Proszę uważać, proszę szybko chodzić, bo tam źli ludzie biegają, chyba nie miał na myśli zajęcy, ale może miał na myśli mnie, ostatnio ociekam złem i nieprawością.
Jest noc i siedzimy u mnie w mieszkaniu. Na zewnątrz jest ciemno, w pokoju pali się nocna lampka, zobaczyłeś światło, więc przyszedłeś, teraz to klon może podglądać nas i zgadywać co knujemy. Obejrzy dokładnie sylwetki naszych ciał, odczyta z gestów nasze niecne zamiary.
Każdej wiosny to samo, choć trochę inaczej. Ten sam klon obserwuje nocami innych kochanków, różni kochankowie obserwują za dnia ten sam klon. Chociaż z góry wiadomo do czego zmierza ten spisek, publiczność zawsze jest tak samo zadziwiona kwitnącym drzewem i ściekającą po udach spermą.
Nie próbuj dociec co zdarzyło się naprawdę, pomyśl raczej, czy to naprawdę ma jakiekolwiek znaczenie.
|