Podobno 20 procent Polaków nie rozumie tego co czyta. Chuj z nimi.
Kategorie: Wszystkie | Gregizm | Leksykon Matek Boskich | Porysunki
RSS
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Bez tytułu
Kurwa, ja pierdolę - jęknęła Baronowa podnosząc się z barłogu i przejeżdżając ręką po zaspanej twarzy, rozcierając nań wczorajszy, niedomyty makijaż. Poszła pod prysznic. Zimne strugi wody spływały szybko po jej skórze, pokrytej gęsią skórką, po stwardniałych sutkach, po napiętej szyi. Wytarła się niezbyt dokładnie, tak, że pod wciągniętym pospiesznie podkoszulkiem, wyraźnie rysowały się sterczące piersi. Włączyła ulubione techno dla pedałów, ogarnęła wzrokiem krenelaże, przewróciła oczyma. Pierdolę, nie mam siły na to gówno, idę na plebejskie baunsy - wymamrotała pod nosem, sprawnie formując dwie kreski na lustrze. Szybki sztach. Wciągnęła dżinsy, wyszła. jeszcze tylko szama i można jechać na wixę. No tak na pewno nie jada szlachta, ale chuj z tym - pomyślała wgryzając się w kebab na czerwonym świetle. Czas zobaczyć jak się bawią poddani - Baronowa weszła do jednego z barów. Wódka dla baronowej! - krzyknęła przy barze. Barman uśmiechnął się, jak również pan stojący obok. Jedna kolejka, druga, piąta, Baronowa wyrywa butelkę barmanowi. Pierdolona Królowa pewnie bawi się na jakimś jebanym bankieciku, skro jej tu nie ma, kurwa jej mać - nadziane przekleństwami jak babeczki rodzynkami, rozmazane myśli krążyły po głowie Baronowej. Nawalona jak szpadel Baronowa zaczyna obmacywać okoliczne wieśniaczki. Nie wszystkim się to podoba. Trochę tańczy, trochę napierdala się z jakimiś kolesiami, sprawny rzyg w męskiej toalecie. Tutaj to nie porucham, jakieś takie heteryckie te plebejki - zrezygnowana Baronowa wyczołguje się z baru. Próbuje dzwonić do Królowej. Głucho. Toczy się do nocnego klubu. Panienki tłoczą się, Baronowa zamawia szampana, oblewa ich wielkie, nadmuchane cycki alkoholową pianą. Ale nie po to tu przyszła. Idzie wgłąb klubu. A jednak. To tutaj Królowa się kurwi. Odwala striptiz całą noc. Znudziły jej się królewskie rozrywki. Królowa wije się, zdejmuje z siebie łaszki, zaprasza palcami do wszystkich swoich dziurek. No chodź, maleńka - kusi Baronową, jakby jej nie rozpoznając.
Jadą szybko, zygzakiem, do mieszkania Baronowej. Ależ się pieprzą. Od tyłu, na jeźdźca, mineta, palcówa, zabawki. Przegląd światowego porno. Ich ciała rozedrgane, spocone, obślinione, umazane sokami, splecione razem, poruszają się miarowo, pulsują. Orgazm za orgazmem. Dreszcze wstrząsają nimi, ich synapsy nie nadążają z przekazywaniem kolejnych fal rozkoszy. Krzyczą, wbijają paznokcie, zaciskają zęby na wargach - do krwi. Nagle wszystko ustaje, Królowa podnosi się szybko, jednym ruchem zbiera ubranie, wychodzi. Trzaskają drzwi. Baronowa opada na poduszki, żarówka wiruje. Koniec.
środa, 05 października 2011
Coś Słodkiego
Ostatnio bez reszty pochłania mnie praca nad Czymś Słodkim. Rękodzieło stało się moją nową pasją. Prawdę mówiąc władanie igłą i nitką nie różni się wiele od władania słowem i językiem, a ludzie bardziej cenią to pierwsze. W końcu, jak wiemy, 20 procent Polaków nie rozumie tego, co czyta. Postanowiłam dotrzeć także do nich. Zatem zapraszam na moją wypieszczoną stronę internetową, fecebooka oraz Allegro, gdzie można kupić Coś Słodkiego.
sobota, 10 września 2011
Płakać bez grzechu
Tak więc pierwszy raz smutek mój nie był brany jako czyn zasługujący na karę, ale jako mimowolne cierpienie, które oficjalnie uznano; jako stan nerwowy, za który nie jestem odpowiedzialny; doznałem tej ulgi, że nie potrzebowałem już przydawać wyrzutów do goryczy swoich łez, mogłem płakać bez grzechu.
Idąc odwieczną szutrową ścieżką między szosą a szpalerem rosochatych wierzb, ku krainie niespełniających się przepowiedni, łykam gwiazdy i światła reflektorów autobusu linii numer dziesięć. Ich ostre promienie drażnią moje czułe struny głosowe, oczy i nozdrza stają się delikatniejsze, bardziej wilgotne, chłonne. Spowija mnie zapach gruszek rozgniecionych na drodze, subtelny swąd ćmich skrzydeł spalonych podczas szaleńczych baletów pośród ciepła latarni, aromat przekwitających topól i kwitnącego bluszczu oraz wszystkie te przytulne dymy idące od niewinnych osiedlowych kominów. Ciche przedmieście. Nic się nie dzieje. Jest tak bezpiecznie. Paulina wyprowadziła się na drugi koniec lasu, nie mam z kim iść w tę ciepłą noc i źle się prowadzić, nie mam z kim błądzić po ulicach Argentyny i igrać z losem. Przeraża mnie pewność, toczy mnie lęk, że wszystko będzie dobrze, że będziemy żyli długo i szczęśliwie.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 107