Podobno 20 procent Polaków nie rozumie tego co czyta. Chuj z nimi.
Kategorie: Wszystkie | Gregizm | Leksykon Matek Boskich | Porysunki
RSS
piątek, 25 maja 2012
Rowery
Ostatnio popatrzyłeś na mnie tak, jakbyś chciał mnie pocałować. Uciekłam. Jesteś takim frajerem, że ja nie mogę. Ciągle widzisz tylko tylne koło mojego roweru. Nawet przestałeś mi się śnić. Noce wypełniły mi marzenia o pięknym ostrym kole, o tym by tylko gonić i gonić za wiatrem, z dala od antymiasta i jego potworów. Poznałam ostatnio chłopca, który ścigał mnie na swoim dużym miejskim aż do Parku i uśmiechał się tak ślicznie. Dobrze rozumiał dlaczego jestem taka dziko szczęśliwa, gdy mknęliśmy ku mojemu bezpiecznemu osiedlu, trochę zbyt szybko jak na moje astmatyczne płucka i delikatne małżowinki. Ledwo łapałam powietrze, ale czuję, że się przepoczwarzam, wkrótce z niechętnie pełzającej po świecie poczwary stanę się kobietą-rowerem, rozwinę skrzydła, a moje czułki zrosi pyłek o zapachu rychłej śmierci. Jeśli nie wiecie co to za zapach to podpowiem, że to ten sam, którym pachnie dusza - terpentyna i farba drukarska. Będę reprodukować moje szczęście w tysiącach egzemplarzy, rozsmarowywać je na murach. Niech to nawet zaboli!
czwartek, 17 maja 2012
Widmo
Jestem widmem, po północy przemierzam niebezpieczne ulice Katowic, a księżyc wznosi się nad osiemnastościennymi bryłami Gwiazd. One świecą białym, zdematerializowanym blaskiem, emanują wewnętrznym pięknem, które w dzień przykryte jest warstwą mdłej, pastelowej farby. Pochłaniam fotony, jestem ciemna jak noc, jestem antymaterią, czarną dziurą, niczym, wybrzuszeniem w rzeczywistości, zmarszczką powietrza, halucynacją.
Przerażam byciem niewinną dziewczynką, niespotykanie pewną siebie wobec tego porażającego antymiasta i złego czasu. Zdumiewam byciem młodocianym pedałem, nazbyt wyzywającym i pięknym jak na te parszywe ulice. Jestem niemożliwym, nieprawdopodobnym, niedotykalnym.
Zanim ktokolwiek zdąży mi się przyjrzeć i zdecydować, czy lepiej mnie zaczepić i zaproponować mi płatną miłość, czy może raczej pobić i okraść, znikam za rogiem jak sen jaki złoty, a z moich skrzydełek osypuje się pył.

Przyszłam pod okna jak wygłodniała zmora. Światło jest wygaszone i mieszkanie puste, lecz czuję zapach. Nie martw się, skoro już wiem gdzie mieszkasz, nie omieszkam nawiedzać Cię i nękać. Spragniona jestem ciepła i dotyku. Daj mi nakarmić się Twoimi ustami, Twoją spermą, Twoją cielesnością. Być może masz i dla mnie trochę miłości, lecz ją zostawię sobie na później. Bardzo lubię podroby - serca i mózgi. Jestem zombiakiem. Zjadam i odchodzę, aby móc jeść dalej.
sobota, 05 maja 2012
Błękitoność
W Katowicach ptaki sypiają pod archikatedrą i prędzej się budzą niż tramwaje i samochody. Rozkwita za oknem pstry szczebiot pierwiosnka, niebo się niebieszczy, wszystko takie wesolutkie, zdaje się rozgrzeszać mnie z tego, że leżę zaplątana w nagie ciało chłopca. Taki niewinny jest, gdy śpi, jego gęste włosy wiją się łagodnie, zamknięte powieki drgają lekko. Takie to do niego niepodobne. Zazwyczaj w kąciku ust czai się drwiący uśmieszek, oczy błyskają złośliwie zza okrągłych oprawek.
Jeszcze na lekkim rauszu, siedząc na krawędzi łóżka, zaczynam ubierać bieliznę. On obejmuje mnie z tyłu, całuje i stwierdza, że jestem taka drobna, że trzeba uważać, aby mnie nie uszkodzić.
Powinnam już wiedzieć czego chce, ale on jest taki-taki. Jak dają to bierze, jak biją to ucieka. Bezwolny i bezczelny, nieznośny królewicz. Zawsze zostawia na mojej szyi pieczątkę, jakby chciał mnie ostemplować i gdzieś wysłać. Nie na długo. Przesyłka uparcie wraca do nadawcy.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109