Skandal istnienia

Gdyby nie myśl o samobójstwie, dawno bym się zabił.

Wpisy

  • poniedziałek, 31 lipca 2017
    • Zew

      Igrałeś z ogniem, z ogniem igrałeś! - drę się na cały głos, owinięta kordłą, dygocząc ze złości. Skoro już jestem upiorką to wiedz, że jadę Ci wpierdolić, mam ochotę zamienić Cię w kamień (względnie żabę) i wyjebać Cię na szerokie wody Świtezi. Ale dobra, bo my się pieklimy, a jedyna nauką jaką wy z tego wyciągacie jest to, że macie zrujnowaną reputację w tym maleńkim mieście. Ok, nie będę już wyć, będę znowu syrenką z baśni Andersena, zabrałeś mi wszystko i poszedłeś, a ja zamienię się w morską piankę. Tak, już o tym pisałam. Bardziej wprawiony czytelnik mojego bloga zauważy pewnie, że to była ta notka o "Poradniku pozytywnego myślenia", bardziej wprawiony czytelnik mojego bloga będzie podejrzewał, że sama choruję na cyklofrenię, bo przecież za kilka tygodni pojawi się tu tekst o kimś zupełnie innym. Masa krytyczna została osiągnięta, motywy się zapętliły, a to miasto jest za małe na nas dwoje.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Zew”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zvorka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 lipca 2017 19:23
  • piątek, 14 lipca 2017
    • Ok, to jest powieść w odcinkach, dobra?

      Poranek

      Kolejny cykl. Znów jestem szkarłatną fontanną. Tym razem nie dziwisz się, że gotuję w garnku gumowy kieliszek, a potem wsadzam go sobie do cipki. W ogóle Cię to nie obchodzi. Nie widzisz mnie - nie myślisz. A ja mam w brzuchu klepsydrę, która specjalną cieczą dokładnie odmierza ile minęło dni, od momentu kiedy zapominaliśmy się bez opamiętania. Teraz zapominamy się z jeszcze większym zapamiętaniem.

      Michaś uświadomił mnie, że ilość pięknych małolat nie zmniejsza się, a wręcz rośnie, kiedy ja się starzeje. Tak, jestem więc zjawiskiem nie bardziej fenomenalnym niż każda inna, którą wkrótce weźmiesz w ramiona. Sezon na truskawki przychodzi co roku, nawet wtedy, gdy niektóre z nas zamieniły się już w wino albo rodzynki.

      Może to już ten czas, że powinnam otoczyć mój sad parkanem, do ogrodu wpuścić psa, a piwnicę zamknąć na klucz. I czekać. Czekać, aż jabłka, truskawki i porzeczkowe wino urosną w waszych głowach do rozmiarów arbuzów, kokosów i pięciu beczek rumu. Potem niby to przez nieuwagę nie domknąć furtki. Gdy, łapczywi, wejdziecie na ma włości, poszczuć was psem. Powtarzać czynność do osiągnięcia pożądanych efektów.

       

      Wieczór

      Ten mały kawałeczek San Francisco. Cisnę pod górę, mijają mnie tramwaje. Już raz, kiedyś, byłam tu niedaleko, próbując wywęszyć kochanka w okolicach Archikatedry, ale wtedy umiejętności śledcze mojego serduszka zawiodły. Myślę, że i tym razem tak będzie. Te czerwone światła po drodze, plączący się piesi. Nie zdążę, nie zdążę. Nie zdążę na Ciebie.
      Roi mi się - myślę - haluny mam, to nie Ty! Ta sama sylwetka. To Ty. Stoisz na chodniku pod kamienicą i kurzysz szluga. Jezu, nie przewidziałam tego!
      - cześć, gdzie jedziesz?
      w mojej głowie: ja pierdolę. nie wierzę.
      - a tak sobie jadę, pojeździć wyszłam - odpowiadam zamiast tego.
      Co za marnotrawstwo! Zamiast prosto w te oczy Twoje niebieskie, łagodne, wypalić: spieszyłam się na Ciebie. Serduszko zapikało jak głupi poranny budzik, kazało mi wyjść z domu dokładnie o tej godzinie, o której wyszłam i jechać na złamanie karku pod Twój dom, mówiło mi, że tam będziesz stał, przytulisz mnie i ukoisz. Bo potrzebowałam ukojenia. Niepotrzebnie naoglądałam się zdjęć w internetach. Na jednym z nich Twoja dłoń wyciągnięta w stronę ślicznej dziewczyny, dotykająca jej palców. Ok, to nie było coś, co powinnam była zobaczyć. Nie wytrzymałam. Salwa płaczu. Dość tego - powiedziałam sobie - weź rower, weź idź na rower, brat naprawił, głowę przewietrz, przeciąg sobie zrób, bo to kurwa jest chyba troszkę już za wiele!

      Hej, a co jak faktycznie jestem upiorką?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zvorka
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lipca 2017 02:00
  • niedziela, 09 lipca 2017
  • wtorek, 04 lipca 2017
  • poniedziałek, 03 lipca 2017
    • Jesteście jak koty

      Ile żyć będziecie żyć? Ja nie potrafię niemal nic zrobić ze swoim, ale wiem, wiem przynajmniej tyle, że należy zawsze rozkoszować się każdą kroplą miłości, która nieoczekiwanie spada wprost na język. Należy jeść truskawki, kiedy jest sezon na truskawki. Chcę wam przychylić nieba, pokazać ogrody rozkoszy, narazić na widok i czucie jeszcze pięknego ciała, które jest właśnie tak jędrne i słodkie jak truskawki w szczycie sezonu na truskawki. Trzydziestoletnie być może będzie dobre jak wino albo jeszcze coś tam, ale nigdy nie będzie już jak truskawki. Jak można to tak lekceważyć? Będziecie mieć dość czasu by napawać się samotnością, mądrością życiową, uwiądem starczym, impotencją, niechęcią, zdziecinnieniem, kryzysem, znudzeniem, małymi przyjemnościami, niedostępnymi już na zawsze młodymi tyłkami kołyszącymi się na plaży w Jastarni. Cóż wam przeszkadza trochę jeszcze zakosztować tych smaków życia, niebezpiecznie wysokich uniesień, złamań i ran nawet, ale tak celnie zadanych, skoro prawie wieczność będziecie mieli na rozpatrywanie błędów młodości - zwłaszcza grzechu zaniechania, zapobiegliwości, rozsądku, rozważnego unikania cierpienia.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zvorka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 lipca 2017 23:15

Kanał informacyjny